Jak na prawdziwą kobietę przystało, Elżbieta Dzikowska rozpoczęła swoje spotkanie od opowieści o… biżuterii. Chyba nikt, kto przyszedł wczoraj posłuchać tej znanej dziennikarki, podróżniczki i niesamowitej kobiety, nie żałował. Sala w gołuchowskim Domu Strażaka była wypełniona.
Elżbieta Dzikowska zaraża pasją życia. Zabrała nas w kilkudziesięciominutową podróż po świecie. Przemierzając z nią poszczególne kontynenty, byliśmy pod wrażeniem jej energii, umiłowania do życia, siły i pogody ducha. Od tej kobiety emanuje pozytywne nastawienie, miłość do ludzi i życia. Co często powtarza, jest szczęśliwcem, „w czepku urodzonym”.
Elżbieta Dzikowska skończyła siedemdziesiąt lat. Ciągle podróżuje po świecie, ale jak twierdzi jej miłość na pierwszym miejscu to Polska.
Jak to się stało, że znalazła się w Gołuchowie? Między innymi za sprawą Patrycji Walerowicz – Wojtkowiak z Urzędu Gminy w Gołuchowie, która przez dwa lata pisała maile, prośby aż wreszcie nakłoniła znaną podróżniczkę do odwiedzin. Powodem jest też piąty tom przewodnika po Polsce, który tworzy Elżbieta Dzikowska – „Groch i kapusta”. Jednym z celów wizyty w naszym regionie była chęć sfotografowania zabytków i ciekawych miejsc. Stale mnie coś zadziwia – przyznała Elżbieta Dzikowska – _Nie wiedziałam, że istnieje takie miejsce jak Chocz, w którym znajdują się dwa piękne kościoły. Albo Zamek w Gołuchowie. On jest piękny.
Podczas spotkania mogliśmy się dowiedzieć o tym, jak to się wszystko zaczęło – wszystko a dokładnie – przygoda Elżbiety Dzikowskiej z podróżowaniem i dziennikarstwem. Najpierw były studia języka chińskiego, później historii sztuki. W końcu pojawiła się propozycja pracy w piśmie „Chiny”, które to przekształciło się w „Kontynenty”. Wtedy to Elżbieta Dzikowska, odpowiedzialna za dział: Ameryka Łacińska zaczęła podróżować właśnie do Ameryki Łacińskiej. Rozwijała umiejętności dziennikarskie, fotograficzne i wiele innych. Podczas swoich podróży poznała także swojego męża podróżnika Toniego Halika. Kiedy zobaczyłam Toniego pierwszy raz w telewizji w Polsce, powiedziałam do siebie: „ale śmieszny człowiek”, i wyłączyłam telewizor. Z Tonim przeżyła 23 lata. Razem podróżowali, odkrywali świat i pokazywali go ludziom. Były momenty, kiedy ich program „Pieprz i wanilia” oglądało 18 milionów ludzi.
Po śmierci Toniego, Elżbieta Dzikowska kontynuowała podróże po świecie, aż w końcu postanowiła „zabrać się” za Polskę. Polska została zaniedbana. Trzeba poznać swój własny kraj. Mamy tutaj wszystko: ruchome piaski, morze, góry, bagna. Obecnie zajmuję się promowaniem Polski. Świata też nie zaniedbuję.
Kolejnym punktem wieczoru był pokaz zdjęć z podróży oraz opowieści o różnych, ciekawych miejscach. Mogliśmy się dowiedzieć, że dla znanej podróżniczki ukochanymi, polskimi górami są Bieszczady, że cierpi na chorobę morską. Nie zabrakło opowieści o różnych plemionach, zwyczajach. Indianie śpiewający „Szła dzieweczka”, Elżbieta Dzikowska śpiąca pod czujnym okiem kanibali, najbardziej niebezpieczne momenty – te i inne pasjonujące historie były tematem spotkania.
Podczas swoich podróży Elżbieta Dzikowska zauważyła, że jesteśmy narodem, który mało się uśmiecha. Ludzie z biednych krajów, którzy mają tak niewiele częściej się uśmiechają niż Polacy. A uśmiech to najlepszy język międzynarodowy. I Elżbieta Dzikowska uśmiecha się dużo. Po całym dniu zwiedzania, wyczerpującym wykładzie, ona miała jeszcze siły, by pozować do zdjęć i uśmiechać się „od ucha do ucha”. To spotkanie było warte, by wziąć w nim udział, choćby po to, by zobaczyć, jak to jest żyć pełnią życia i zaczerpnąć trochę sił do tego, by niestrudzenie zmierzać do realizacji własnych celów.
Elżbieta Dzikowska planuje kolejne podróże. Na razie do „trudnych” miejsc. Chce opisać te miejsca i pokazać je dalej. Na deser zostawiam sobie jakieś „łatwiejsze” tereny, do których łatwiej się dostać. Mam jeszcze na nie czas. Jestem z rodziny długowiecznej.
Który z krajów, w którym Pani jeszcze nie była chciałaby Pani odwiedzić?
Madagaskar. Cieszę się, że to jest jeszcze przede mną.
Jakie najtrudniejsze miejsce do tej pory Pani odwiedziła lub jakie najtrudniejsze zdjęcie musiała Pani zrobić?
Zawsze myślę o tym, co najłatwiejsze, najradośniejsze. Nie o tym, co najtrudniejsze. Ale myślę, że w Mongolii były dosyć trudne miejsca, bo była to trudna podróż przez bezdroża, gdzie nie ma żadnych drogowskazów. Z drugiej strony nie ma drugiego miejsca, gdzie powietrze byłoby tak przejrzyste, gdzie byłyby tak piękne wschody i zachody słońca.
Teraz promuje Pani nasz kraj. Co najbardziej Panią urzeka w Polsce?
Ja kocham tu wszystko. Mamy taką zróżnicowaną przyrodę. Morze, jeziora, lasy, piękne zabytki, a zwłaszcza architektura drewniana. Nią możemy się pochwalić na świecie. Jeżeli chodzi o architekturę romańską, gotycką na świecie jest wspaniała, ale jeśli chodzi o drewnianą: cerkiewki, kościółki, to takich jak w Polsce nie ma nigdzie.
Czy w naszym regionie jest Pani po raz pierwszy?
Nie. Byłam tu jako studentka historii sztuki. Tak się wtedy zachwyciłam, że przyjechałam ponownie sprawdzić swoje wrażenia.
Skąd Pani czerpie siły na tak aktywne życie i jak udaje się Pani wciąż tak młodo wyglądać?
Mój pierwszy mąż Andrzej Dzikowski odpowiedziałby, że to przez czyste sumienie i higieniczny tryb życia, mój drugi mąż powiedziałby, że jak się ma adrenalinę i ciekawość w sobie to jest najlepsza recepta i na zdrowie i na długie życie i na urodę, ponieważ nie przejmujemy się wówczas drobiazgami, kłopotami, staramy się je po prostu rozwiązać i idziemy do przodu, bo stanąć nie warto, bo wtedy się cofamy. Kiedy się czegoś pragnie, trzeba dążyć do tego konsekwentnie nie zważając na trudności, bo tylko wtedy się do czegoś dojdzie.
Agnieszka Kubicka (źródło: www.calisia.pl)
Dodaj komentarz